Stulatek który wyskoczył przez okno i zniknął – film „na czasie” i „w czasie”

Film Feliksa Herngren’a „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” – to film „na czasie” i „w czasie”.

Na czasie – naszym, wewnętrznym, osobistym… Bo – jeszcze możemy, bo – jeszcze pora zmienić swe życie tak, by kiedyś, gdy przyjdzie czas wełnianych skarpet i trzęsących się rąk, nie zasiąść przy herbatce bez cukru /bo dieta/ i… nie biadolić. Nie rozpamiętywać swego banalnego życia: utartych dni, podobnych nocy, zwyczajnych znajomych, braku przygód, wojaży i… niespełnionych marzeń.

To film pokazany we wręcz idealnym czasie… Bo nigdy w naszej ludzkiej historii nie mieliśmy tak blisko, prawie na wyciągnięcie ręki, możliwości odmiany swej szarej monotonnej codzienności. Tak często wystarczy tylko chcieć, odważyć się, zaryzykować… I tak wielu to się udaje… Ten żegluje, tamta podróżuje… Ten zrobił licencję pilota, tamta zdobyła najwyższy szczyt, a jeszcze inny został grotołazem. Więc mogę i ja… No, może nie będziemy mieć aż takiego fartu jak Allan /Robert Gustafsson/ – nasz filmowy bohater. Nie poznamy prezydentów, nie skonstruujemy bomby, nie trafi nam się walizka z forsą. Może nawet nie dożyjemy tej jego setki… Ale przecież tak chcemy spróbować i – może kiedyś przy ciepłym kominku – wspomnienia przeniosą nas na Kreml, na wódkę z Obamą, na Bali…

Och! Z jaką rozkoszą śledzi się ten pełen przygód los Allana! Jak mu się przy tym, może skrycie, a może z pełną świadomością zazdrości. I ilu to z nas, tych „niespełnionych” mężczyzn, oddałoby za takie życie swe prokreacyjne możliwości. I ilu – podobnie jak i Allan – w ostatecznym bilansie by tego nie  żałowało. Bo cóż to prokreacja? Tę zdolność ma tak wielu z nas. A życia takiego jak Allan nie przeżył prawie nikt.

I wszystko wydaje się o kej i cacy. Wychodzimy z filmu rozbawieni, i rozmarzeni. Aż nagle…! Refleksja, że cała ta historia Stulatka to jeden wielki surrealizm, pure nonsense, absurd… I wtedy ogarnia nas smutek, bo na ulicy już zgasły światła, autobus jak zawsze zapchany, a na kolację ta sama jak co dzień cienko posmarowana… A tam… Allan. Niby nic nie zrobił.. Tu dotknął palcem, tam trącił nogą… Czegoś zapomniał, kichnął zbyt głośno i… Życie go niosło i niosło, i niosło… A my…? Tak się musimy natrudzić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: