„Wenus w futrze” Romana Polańskiego

Film „Wenus w futrze” Romana Polańskiego jest filmem nietypowym. To teatr w filmie. Zaczyna się niezwykle filmowo i intrygująco. Kamera prowadzi nas początkowo prostą, pełną bezlistnych drzew, półmroczną niepokojącą aleją, potem  zakręca, a w środku kadru pojawia się klasycystyczny budynek – teatr.

Otwierają się jego jedne, potem drugie drzwi i wreszcie wtedy dowiadujemy się, że prowadzą nas oczy Wandy /Emmanuelle Seigner/ i że to jej ręce otwierają drzwi do sali teatralnej.  We wnętrzu widzimy rozmawiającego przez telefon mężczyznę – Thomasa – /Mathieu Amalric/.

I…. od tej chwili rozpoczyna się film teatralny. Dodajmy – film – teatr – na dwu aktorów, scenografię i muzykę. Widzimy rzędy krzeseł, scenę – jesteśmy w teatrze. Dopiero co skończył się casting do nowego przedstawienia. Reżyser /Thomas/ jest załamany poziomem kandydatek do roli Wandy w sztuce, którą napisał. Sztuka ta  ma swoje korzenie w dziewiętnastowiecznej książce Leopolda von Sachera-Masocha „Wenus w futrze” /to od jego nazwiska pochodzi termin „masochizm”/.

W tym właśnie momencie pojawia się na planie /dosłownie – na scenie/ spóźniona kandydatka do roli. Po chwili przekomarzań – ona chce być wysłuchana, on śpieszy się do domu – rozpoczyna się próbne czytanie roli. Wanda świetnie sobie radzi i z każdym krokiem coraz bardziej wciąga do gry początkowo sceptycznego wobec niej Thomasa. Thomas traci kontrolę nad tym, co się dzieje na scenie. Jest  zdominowany przez Wandę, poddaje się jej urokowi,  jej woli i w konsekwencji płaci za to cenę.

Jesteśmy świadkami  historii pełnej mądrych słów, jeszcze mądrzejszych uzasadnień, biblijnych odniesień, teatralnych manier i perwersyjnych erotycznych pragnień. W obrazach, które oglądamy miesza się nam rzeczywistość z fantazją, a cały film wydaje się nierealnym.

Nasuwa się pytanie – „o czym jest ten film”? Gdybyśmy chcieli odpowiedzieć, że jest to kolejny przesycony perwersją erotyk, to byłoby to zbyt duże uproszczenie. Bo przecież w „Wenus w futrze” nie widzimy nawet śladu pornografii. Są pragnienia, jest zafascynowanie, jest erotyka i wszystkiego tego konsekwencje. Dla mnie jest to również opowieść o temacie starszym niż świat. Opowieść o kobiecie i mężczyźnie. O ich wiecznych zmaganiach w kształtowaniu ich wzajemnych relacji.

Można by się doszukiwać w tym filmie jakiejś próby rozliczenia się Polańskiego z samym sobą, z własną autobiografią, ale myślę, że intencje Twórcy idą dalej. Polański stawia szereg intrygujących pytań, począwszy od tych najskrytszych dotyczących naszej seksualności /również perwersji,/ a skończywszy na tak ostatnio nośnej kwestii dominacji płci. Bardzo przewrotnym mottem filmu jest biblijne zdanie:  „Bóg go ukarał i oddał w ręce kobiety”. Zapewne wielu z nas -„mężczyzn” -idzie na skróty i uśmiecha się, czytając tak – wydawałoby się – oczywistą myśl. Ale w filmie Polański nie idzie na skróty, nie jest tak jednoznaczny.

Dla mnie jednak te wszystkie intelektualno-życiowe kwestie bledną wobec faktu, że „Wenus w futrze” mnie po prostu nie zaciekawił, bowiem film ten – z praktycznie  jedną sceną – oglądało mi się z rosnącą tęsknotą za filmowością właśnie: szerokim planem, plenerem czy przemieszczeniem akcji. Nie robię tu reżyserowi zarzutu teatralności, bo wiem jak wielką sztuką jest zrobić dobry film na dwu aktorów. I wszystko to byłoby nieistotne, gdyby film mnie wciągnął, przekonał, wywołał we mnie tę kinową cudowność, jaką jest mimowolne utożsamianie się z bohaterem. Gdyby mnie martwił, trwożył, uczył, bawił, śmieszył  /słyszałem co prawda na sali w momentach jakiejś większej serii rynsztokowych odzywek coś więcej niż pojedyncze śmiechy, ale powiedzmy, że to kwestia gustu/ i -gdyby mi się podobał. Dla mnie, wszystko co dobre w tym filmie, więdło wobec nudy, która z minuty na minutę ogarniała mnie coraz bardziej.

Zatem dla kogo jest ten film? Oczywiście dla fanów Polańskiego, jego żony i Mathieu Amalrica. Jeżeli ktoś lubi pozastanawiać się nad zawiłościami ludzkiej natury i w sensie ogólnym i bardzo osobistym, to z czystym sumieniem powiem, że warto ten film zobaczyć.

Stanisław Sygnarski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: