„Blue Jasmine” Wood`ego Allena

Film Wood’ego Allena „Blue Jasmine” już pewnie niedługo zejdzie z ekranów, a ja dopiero wczoraj go obejrzałem.  Szedłem na niego z wielkimi oczekiwaniami bo i recenzje pochlebne, i powszechne opinie znajomych -” że trzeba, że warto” – no i najważniejsze – to przecież kino… Allena. Kino, które  tak lubię. Ale po dwóch godzinach seansu, pomimo mojego pozytywnego nastawienia do tego wszystkiego co płynęło z ekranu, czułem… rozczarowanie. Pierwsza moja myśl, to żeby na temat tego filmu nie pisać ani słowa, bo cóż tam znaczy moje odczucie wobec ogólnego uznania i dla filmu, i dla jego Twórcy. Ale – pomyślałem sobie – a nuż znajdzie się ktoś,  choćby jedna  osoba, która miałaby po obejrzeniu „Blue Jasmine” podobne do moich wrażenia… No i – gdy o tym napiszę – ten ktoś zobaczy, że nie jest sam. A nie być samemu, nie być samotnym, być z kimś – to już jest coś. I właśnie dla tego „czegoś” to piszę.

Rozczarował mnie sam temat filmu. Zadawałem sobie pytanie o czym ten film jest. Ano – o życiu – brzmiała moja odpowiedź. Że raz jest lepiej, raz gorzej. Że jak gorzej to robimy wiele, bądź nawet wszystko, żeby znów było lepiej. Że to wszystko – jak prawie zawsze – nie tylko u Wood’ego Allena, kręci się wokół miłości, zdrady, nienawiści i pieniędzy. I że z tego wynikają ludzkie szczęścia i nieszczęścia, nadzieje i beznadzieje i tak pasjonujące nas czyjeś dramaty. Tak sobie odpowiedziałem i uznałem, że to wszystko co zobaczyłem na ekranie, mimo mistrzowskiego podania, to jednak za mało by powiedzieć, że Woody Allen znów jest na szczycie swych możliwości. Że pomimo w sumie niezłego pomysłu, świetnej obsady, dobrej gry aktorskiej, wspaniałej scenografii, wartkości akcji, dobrych dialogów i jeszcze lepszej muzyki  – po obejrzeniu „Blue Jasmine” byłem rozczarowany.

Dobrze rozumiem, że wszystko już było i sztuką samą w sobie jest umiejętność podania tego, co już przecież znamy w jedynej, oryginalnej i niepowtarzalnej formie. Że sztuką jest umieć wydobyć z uniwersalnych kwestii nowe akcenty i mieć nowe spojrzenie. Jednak pomimo tego, że w „Blue Jasmine” wiele z tego było zawarte, mój odbiór mąciło nasuwające się cały czas  skojarzenie, że ja już to gdzieś widziałem. Nie chcę tu w żadnym razie powiedzieć, że była to dobrze skrojona,  podana w pigułce telenowela, ale dla mnie w tym filmie Woody Allen nie wyszedł poza ramy dobrego obyczajowego kina.

Ja nie poleciłbym tego filmu, ale moja żona, żona mojego kolegi, kolega i żona jego znajomego i… i…

 

Reklamy

2 Responses to „Blue Jasmine” Wood`ego Allena

  1. zajeckicajec says:

    Film niestety absolutnie mi się nie podobał, niestety coraz bardziej zaczynam wierzyć, że Woody’emu przydałaby się już emeryturka 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: